Czy znacie ten stan, kiedy codzienna praca przed ekranem monitora wychodzi już bokiem? Może i chciałoby się na chwilę oderwać, ale zawsze jest coś do zrobienia i o wolną chwilę niełatwo. Jedno czy dwudniowe odskocznie mają w sobie ogromną moc regeneracji, ale… na krótko. Czas pomyśleć o urlopie!

Jechać czy nie jechać? Oto jest pytanie!

Zaprawdę powiadam Wam, że… to była trudna decyzja! Od pewnego czasu naprawdę dużo się dzieje w moim życiu, zarówno zawodowym, jak i prywatnym. Dynamika bardzo mi odpowiada, ale przyznaję – ciężko się z pewnego rytmu wyrwać i zatrzymać na chwilę. Urlop. W pewnym momencie pojawia się taka myśl, że może mi też by się przydał? Ale żeby gdziekolwiek pojechać, trzeba najpierw zebrać się w sobie i wszystko zorganizować. Planowanie urlopu – czy ktoś zgadnie, jak wyglądało u mnie? 😊

Forma wypoczynku

Nie jestem typem pozwalającym sobie na wypoczynek w klasycznej formie leżenia plackiem i nic nie robienia. Nie lubię! Jeżeli już, to zdecydowanie bardziej wolę aktywną formę. Właśnie dlatego mój wybór padł na wypad w góry. Lubię chodzić. Długo, daleko i intensywnie. I jak najdalej od ekranu monitora!

Przy okazji zdradzę Wam pewien sekret – każda aktywność na świeżym powietrzu, która pojawia się w moim życiu, jest wybawieniem od codzienności. Niesamowitą frajdę sprawia mi na przykład koszenie trawników 😊

Ale wracając do opowieści wakacyjnej…

Kierunek: Karpacz – Wałbrzych – Wrocław

W pierwotnym planie miały to być same góry, ale ostatecznie zahaczyłam też o Wałbrzych i Wrocław. To dlatego lubię podróżować samochodem. Wychodzi to kosztowniej dla mojego portfela, ale daje tę niezależność do realizacji nagłych pomysłów, które wpadną do głowy. A zwykle takie właśnie miewam 😊

Najwięcej czasu rzeczywiście spędziłam w górach. Nie będę Wam ściemniać – laptop pojechał ze mną na urlop. Ale miałam ten komfort, że ani razu nie musiałam go odpalać! Skoncentrowałam się na innych zajęciach i naprawdę udało mi się odpocząć, a to dla mnie nie lada wyczyn!

Każdego dnia zmęczenie mojego organizmu osiągało wyżyny, ale to było fenomenalne zmęczenie, inne niż to, które znam z codzienności. Zmęczenie regenerujące umysł. Średnia dzienna przebytych pieszo kilometrów wahała się w przedziale 25-30 (tak mi mówią sprzęty XXI wieku 😊) – cudowne uczucie!

Rozwój pasji na urlopie

Od pewnego czasu mam to szczęście, że mogłam powrócić do tego, co od zawsze mnie pasjonowało – do fotografii! Szczególnie interesują mnie w niej trzy tematy – portrety, reportaże i właśnie krajobrazy. Wykorzystałam więc urlop na to, żeby poszaleć z aparatem pośród piękna tego świata. Kilka ujęć z tej zabawy znajdziecie poniżej 😊

Więcej zdjęć można obejrzeć na Instagramie 😊

Podsumować ten czas mogę krótko. Jeśli ktoś na co dzień pracuje przed ekranem monitora – urlop powinien spędzić jak najdalej od niego! Naprawdę warto się oderwać! 😊

Następna taka przygoda w marcu 2020. Na tapecie Izrael. I wiecie co? Chyba nie mogę się doczekać! 😊