Freelancing a cocooning

Dla wielu ludzi bycie freelancerem jawi się niczym gwiazdka z nieba. Pełna swoboda działania, zdalnie realizowane projekty na zlecenie, czas i miejsce pracy dopasowane do siebie samego. Istny raj wolnego strzelca. Wydaje się, że to praca idealna dla domatorów czy introwertyków. Ale i na nich czyhają zagrożenia, których nie powinni ignorować. Jednym z nich jest właśnie cocooning.

Czym jest cocooning?

Określenie to zostało sformułowane przez amerykańską futurystkę, Faith Popcorn, która w latach 90. zwróciła uwagę na to, że życie na pełnych obrotach, pogoń za pieniędzmi i karierą zawodową, nie daje ludziom wytchnienia. Kokonizacja, czyli odcięcie się od świata zewnętrznego, izolowanie się poprzez budowanie krok po kroku własnego kokonu, swego rodzaju bezpiecznej przystani, w XXI wieku, pełnym chaosu i szybkiego tempa życia, ponownie staje się potrzebą wielu ludzi. Codziennie zmęczenie i przeładowanie bodźcami zewnętrznymi daje pokusę szukania azylu, własnego zakątka ciszy i spokoju. Najczęściej dotyczy to osób żyjących w pojedynkę.

Krok po kroku w stronę cocooningu

Praca zdalna to niewątpliwie ogromna wygoda. Czas pracy można dopasować elastycznie, dzięki czemu kiedy tylko dusza zapragnie, można zająć się tym, co w danym momencie jest dla nas kluczowe. W codziennym biegu, kiedy często okazuje się, że doba nie jest z gumy i choćbyśmy chcieli to bardziej nie da się jej rozciągnąć, dbanie o własny komfort i zyskanie dodatkowych minut jest na wagę złota. Zaczynamy więc kombinować, co tu jeszcze można zrobić, by efektywniej wykorzystywać czas.

Początek budowy własnego kokonu

Z chwilą, z którą freelancer zaczyna organizować sobie życie tak, by praktycznie nie musieć wychodzić z domu, powinna zapalić się nad głową czerwona lampka ostrzegawcza. W zasadzie można tak żyć. Bo i czemu nie? Pracę wykonuje się zdalnie, z klientami nie trzeba się spotykać, bo są przecież maile i telefony. Zakupy można zrobić online, do domu przywiozą też gotowe jedzenie, a ze znajomymi można porozumiewać się za pośrednictwem komunikatorów. Po co więc wychodzić? Przecież w domu jest cicho, spokojnie i bezpiecznie.

Gdzie tkwi zagrożenie?

Ciągłe rozbudowywanie własnego kokonu i coraz większe uszczelnianie go na dłuższą metę nie prowadzi do niczego dobrego. Człowiek jest istotą społeczną. Chce tego czy nie, potrzebuje drugiego człowieka. Z pozoru może się wydawać, że freelancer jest w pełni samowystarczalny, nie potrzebuje nikogo i nie musi opuszczać swojej przystani. Prawdziwy raj dla domatora. Ale unikanie kontaktu z innymi prędzej czy później nawet introwertyka wpędzi w samotność, a ta w dłuższym okresie czasu może prowadzić nawet do depresji. Co gorsza, łatwo tego nie zauważyć.

Skąd się bierze cocooning?

Osoby, które doświadczają zjawiska kokonizacji, najczęściej mają zaburzone poczucie bezpieczeństwa. Nie chodzi tutaj wcale o własną wygodę czy rozleniwienie, a bardziej o pojawiający się lęk przed otoczeniem, ludźmi, wyzwaniami i niepowodzeniami. We własnych czterech ścianach jest bezpiecznie, nikt nie krzyczy, nikt nic nie chce, nikt nie powie złego słowa. Budowanie wokół siebie takiej twierdzy, solidnego muru, wywołuje komfort, którego dotąd nie było.

Zjawisko cocooningu z pewnością jest czymś, z czego warto zdawać sobie sprawę. Naprawdę można nie zauważyć, kiedy wkrada się do życia. Zamknięcie się we własnym bunkrze w dłuższej perspektywie nie prowadzi do niczego dobrego. Mam swoje własne doświadczenia w tym obszarze. Świat zewnętrzny potrafi drażnić, ale jest także piękny. I to piękno trzeba starać się dostrzec każdego dnia. Warto się na nie otworzyć, by nie przegapić czegoś wyjątkowego. A od czasu do czasu można posiedzieć w domu. Byle nie w kokonie.